Poniżej zamieszczam wywiad z Adamem Wochem i ze mną, czyli z Woch & Guzik Duo. Rozmowa ukazała się w kwietniowym Akustik Gitarre Magazine jeszcze przed premierą debiutanckiego albumu One Week in Rio. Płyta jest już dostępna po koncertach, poprzez Facebooka zespołu, na stronie wydawnictwa DUX oraz w salonach EMPIK. Zapraszam do lektury!

Miałem okazję słyszeć Was na II Międzynarodowym Konkursie dla zespołów kameralnych z udziałem gitary „Paola Ruminelli“ w Domodossoli (Włochy), na którym zdobyliście II miejsce i nagrodę specjalną dla najlepszego duetu – zaproszenie na Międzynarodowy Festiwal Gitarowy w Wertingen (Niemcy). Powiedzcie coś więcej o Waszym doświadczeniu konkursowym.

Adam Woch: Nie był to pierwszy konkurs, w którym braliśmy udział. Już na początku naszej współpracy zdobyliśmy II nagrodę na konkursie w Gorizii (Włochy), a kilka miesięcy później wystąpiliśmy na dużym konkursie dla wszystkich specjalności muzycznych, odbywającym się na Sycylii. Po występach konkursowych wybrano nas do grupy laureatów, co zaowocowało zaproszeniami koncertowymi w różnych częściach świata w latach następnych. Można powiedzieć, że Włochy zawsze przynosiły nam szczęście.

Na początku Waszej kariery solowej zdobywaliście również nagrody na konkursach solowych. Czy kiedy rozpoczęliście pracę w duecie, przerwaliście swoje kariery jako soliści? Czy może dalej rozwijacie się również w tym kierunku, podobnie jak Julian Bream i John Williams, którzy w zespole grali dosyć okazjonalnie.

AW: Duet jest bardzo ważnym elementem naszych karier zawodowych. Staram się również cały czas rozwijać jako solista: pracuję nad nowymi utworami, mam w palcach stały repertuar na występy, nagrałem solowy album. Potrzebuję pracy nad solowym repertuarem, żeby czuć się w pełni formy, co przekłada się później na współpracę z Robertem, jednak większość aktywnego artystycznego życia toczy się w tej chwili wokół naszego duetu.

Robert Guzik: Praca nad repertuarem duetowym oraz rozwijanie naszego zgrania pochłania bardzo dużo mojego czasu. Dodatkowo znaczną część swojego życia poświęcam pracy pedagogicznej. Każdą wolną chwilę staram się spędzać z instrumentem, a w miarę możliwości wracam do utworów solowych. Teraz jednak najbardziej skupiam się na duecie.

WochGuzikPhoto1

Jak się zaczęła Wasza współpraca i kiedy zdaliście sobie sprawę, że chcecie być profesjonalnym zespołem?

AW: Znaliśmy się z Robertem od dziecka, spotykając się na różnego rodzaju konkursach i festiwalach gitarowych w Polsce. Kiedy w 2010 roku zacząłem studia na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie, gdzie Robert studiował już od dwóch lat, niemal od razu podjęliśmy próby wspólnego grania. Na początku była to współpraca, która zaspokajała formalne wymagania uczelni. Jednak zachęceni pochwałami kolegów i pedagogów bardzo szybko zdaliśmy sobie sprawę, że możemy budować na tej współpracy naszą artystyczną przyszłość.

Czy uważacie, że konkursy są istotne w Waszej karierze i czy polecilibyście młodym artystom próbowanie swoich sił w konkursach?

RG: Konkursy są istotną częścią życia młodego muzyka. Nie tylko ze względu na nagrody (choć to bardzo miły efekt uboczny), ale przede wszystkim na wysiłek jaki podejmujemy, żeby do takiego konkursu się przygotować. Chcemy pokazać się z jak najlepszej strony zarówno przed jurorami jak i publicznością, dlatego robimy co w naszej mocy, żeby jak najefektywniej wykorzystać czas przygotowań przed konkursem. Dzięki temu jesteśmy w stanie zrobić niesamowity progres. Jednak granie konkursowe a występ na koncercie to trochę inne rzeczy. Konkurs jest dla mnie mniej przyjemnym doświadczeniem, bo jestem oceniany i porównywany z innymi uczestnikami, co z kolei wiążę się z trochę innym rodzajem stresu.

Taki „konkursowy” stres jest nam mimo wszystko potrzebny, bo lepiej przygotowuje nas do koncertów. Oprócz tego podczas konkursów możemy spotkać na swojej drodze mnóstwo ciekawych ludzi i zacząć budować naszą sieć kontaktów na przyszłość. Polecam to wszystkim młodym muzykom, ale nie jako cel sam w sobie, a raczej jako kolejny przystanek na drodze do kariery i szansa na rozwijanie naszych umiejętności.

Wszyscy znają światowej klasy polskich gitarzystów takich jak Marcin Dylla czy Łukasz Kuropaczewski. Opowiedzcie o edukacji muzycznej w Polsce.

AW: W Polsce jest ogromna liczba świetnych gitarzystów młodego pokolenia. Młodzi gitarzyści zachęceni karierami, które udało się zbudować Marcinowi i Łukaszowi, potrafią ciężko pracować. W kraju jest coraz więcej imprez gitarowych, gdzie ta młodzież spotyka się, ma okazję porównać swoje umiejętności z innymi, czy czerpać wiedzę od najlepszych. Polska nie jest zamożnym krajem, ale w sferze kultury mamy kilka ciekawych programów państwowych, które pozwalają np. kupić pierwszy drogi, profesjonalny instrument lutniczy. Swoją pierwszą profesjonalną gitarę, zbudowaną przez Gernota Wagnera, kupiłem za środki z tego rodzaju stypendium w wieku 16 lat. Wielu moich młodszych kolegów w Polsce dostała taką możliwość nawet wcześniej.

Adam, studiowałeś także za granicą. Robert, Ty zostałeś w Polsce przez cały czas kształcenia. Czym się kierowaliście, gdy wybieraliście taką ścieżkę rozwoju?

AW: Muzyka jest jedną z tych sfer, gdzie do dziś przetrwała edukacja typu mistrz-uczeń. Głównym czynnikiem wyboru miejsca do nauki jest więc znalezienie odpowiedniego mistrza. Jako, że współpracę duetu rozpoczęliśmy zaraz na początku moich studiów w Warszawie, później staraliśmy się też konsultować nasze decyzje ewentualnych rozjazdów itd. Teraz myślimy o podsumowaniu naszej edukacji wspólnymi studiami jako duet w którymś z zagranicznych ośrodków.

RG: Zostałem w Polsce ze względów prywatnych, ale nie żałuję tej decyzji. Spotkałem na swojej drodze wspaniałych muzyków, a od każdego z nich nauczyłem się czegoś innego. To naprawdę niesamowite, jak wielu mamy w naszym kraju świetnych pedagogów i artystów.

Który z nauczycieli był dla Was najważniejszy? Czy studiowaliście także aranżację lub kompozycję?

AW: W trakcie mojej edukacji miałem czterech formalnych nauczycieli i każdy miał ogromny wpływ na mój rozwój muzyczny. Mój pierwszy nauczyciel – Zbigniew Dubiella, zaraził mnie pasją do gitary już od najmłodszych lat, prof. Ryszard Bałauszko to osoba, której zawdzięczam swój smak muzyczny i rozszerzenie horyzontów na cały świat muzyki, nie tylko gitarę. Nikomu nie muszę przedstawiać Carlo Marchione. Czuję się wielkim szczęściarzem, że mogłem czerpać z ogromnej skarbnicy wiedzy na temat muzyki, jaką posiada Carlo. Pod koniec edukacji w Polsce, kiedy szukałem mentora, który dałby mi dodatkowego kopa do rozwoju, spotkałem Leszka Potasińskiego, pod którego okiem odbyłem studia magisterskie. Każdy z nas miał także do czynienia, mniej lub bardziej regularnie, z Marcinem DylląŁukaszem Kuropaczewskim – ambasadorami polskiej gitary.

RG: Jestem wdzięczny wszystkim nauczycielom, którzy się mną opiekowali. Moim pierwszym nauczycielem i bardzo bliską mi osobą (ponieważ prowadził mnie przez 13 lat mojej edukacji) był mgr Jan Kowalczyk z PSM w Gdyni. Na studiach spędziłem fantastyczny czas z prof. Marcinem Zalewskim – specjalistą od muzyki dawnej i osoby, która nauczyła mnie ogromnej pokory do muzyki. Miałem również przyjemność studiowania u Marcina Dylli podczas studiów podyplomowych w Katowicach. Nawet nie muszę mówić jakie to niezwykłe doświadczenie mieć kogoś takiego na wyciągnięcie ręki. Jego technika i intelektualne podejście do muzyki jest naprawdę czymś niepowtarzalnym.

Jeśli chodzi o aranżacje i kompozycje to wprawdzie formalnie tego nie studiowaliśmy, ale bardzo dużo czasu poświęcamy analizie nagrań i nut, co przekłada się na lepsze zrozumienie utworów i rozwijanie umiejętności aranżacji.

WochGuzikPhoto2

Niedawno występowaliście w Carnegie Hall i mieliście trasę koncertową w Tajlandii i Wietnamie. Publiczność była Wami zachwycona. Opiszcie Wasze doświadczenia w trakcie podróży i Waszą drogę do profesjonalnej kariery.

AW: Trasa koncertowa w Stanach Zjednoczonych w 2014 roku była naszą pierwszą trasą. Wcześniej graliśmy koncerty, jednak były to pojedyncze wydarzenia. W Stanach przez dwa tygodnie graliśmy niemal codziennie. Był nawet dzień, w którym mieliśmy trzy występy jednego dnia! Dodając do tego podróże, próby akustyczne, czy dodatkowe wydarzenia w naszym grafiku, takie jak kolacje ze sponsorami trasy, czy wywiady, przede wszystkim brakowało czasu na ćwiczenie. A cała trasa kończyła się właśnie koncertem w Carnegie Hall, więc trzeba było utrzymać jak najlepszą formę do samego końca. Podczas tej trasy zdobyliśmy masę cennego doświadczenia. Od praktycznych sztuczek, jak zawinąć garnitur wokół koncertowych butów, żeby zabrać go na pokład samolotu, w razie zaginięcia bagażu rejestrowanego (a kilka godzin po przylocie gramy koncert), po umiejętność ćwiczenia bez dotykania instrumentu. Każda nasza kolejna trasa była dla nas łatwiejsza i bardziej bezstresowa.

Podczas koncertu na Festiwalu w Wertingen wykonaliście siedmioczęściową suitę One Week in Rio, którą zadedykował Wam sam Sergio Assad. Jak mi wiadomo, Sergio Assad to kompozytor bardzo wymagający i jest bardzo wybredny pod względem tego, dla kogo pisze utwory. Jak do tego doszło?

RG: Po pierwsze muszę przyznać, że mam niesamowitego, młodszego brata. To on wpadł na pomysł, żeby (z okazji 20 lat mojego grania na gitarze) skontaktować się z Sergio, żeby ten napisał dla nas krótki utwór. Przesłaliśmy również nasze nagrania, które bardzo mu się spodobały. W przypływie inspiracji, z tego krótkiego, trzy-czterominutowego utworu, kompozycja zaczęła rozrastać się do siedmioczęściowej suity One Week in Rio. Kompozycja jest reminiscencją symboli Rio de Janeiro oraz miejsc ważnych dla kompozytora. Każda z części prezentuje inny dzień i charakterystyczne miejsce. Nasz tydzień zaczynamy w poniedziałek przyjemną przechadzką po dzielnicy Santa Tereza, a kończymy w rytmach brazylijskiej samby na legendarnym już stadionie Maracanã.

Współpracowaliście i występowaliście wspólnie ze słynnym duetem Assad Brothers. Jak to się stało?

RG: Kiedy po raz pierwszy usłyszałem Braci Assad jako młody chłopak, miałem takie marzenie, żeby kiedyś poznać ich osobiście. Do dzisiaj nie mogę uwierzyć, że coś takiego się wydarzyło. Ale jak to się zaczęło? Miałem przyjemność brać udział w lekcjach mistrzowskich (z Odairem Assadem), organizowanych w ramach Międzynarodowego Festiwalu Śląska Jesień Gitarowa w Tychach. Po bardzo udanej lekcji udało mi się nawiązać kontakt z Odairem i zostałem zaproszony przez niego do siedziby GHA Records w Brukseli. Tam spędziłem dwa fantastyczne dni, podczas których rozmawialiśmy o muzyce i mogłem nauczyć się wielu rzeczy. Uznałem, że w życiu trzeba spełniać marzenia, więc w trakcie powstawania kompozycji w głowie już mi kiełkował pomysł na premierę tego utworu. Pomyślałem jednak, że ściągnięcie najsłynniejszego duetu na świecie na wspólny koncert do Polski może być dużym przedsięwzięciem i bardzo odważnym pomysłem. Zaproponowałem mój szalony plan braciom Assad i udało się! Dzięki temu w marcu 2017 roku w Warszawie i Wrocławiu doszło do wspólnego koncertu Woch & Guzik Duo oraz Sergio i Odaira Assadów, podczas którego miała miejsce premiera One Week in Rio.

Kiedy usłyszałem Was po raz pierwszy, od razu na myśl przyszło mi skojarzenie z Assadami, ze względu na Waszą perfekcję, piękny dźwięk i interpretację. Czy Assadzi są Waszymi idolami? Jak się czuliście dzieląc scenę z takimi gigantami?

AW: Jesteśmy ogromnymi fanami Assadów. Są nie tylko jednymi z naszych ulubionych gitarzystów, ale dla nas to jeden z najlepszych zespołów muzyki klasycznej w ogóle. Swoim warsztatem i zgraniem wychodzą poza ograniczenia naszego instrumentu. Występ na jednej scenie był wielkim przeżyciem. Zdobyliśmy też mnóstwo cennego doświadczenia przez te kilka dni wspólnych prób akustycznych, dzielenia garderoby, czy rozmów w trakcie podróży.

Krytyk, który pisał recenzję z Carnegie Hall, porównał Was do legendarnego Larry’ego Coryella i Philipa Catherine. Jesteście klasycznym zespołem, ale widzę, że czerpiecie inspirację z muzyki latynoamerykańskiej i jazzu. Wasze transkrypcje i interpretacje Palhaco7 Aneis Gismontiego lub Bate Coxa Marco Pereiry były fantastyczne. Czym się kierujecie przy wyborze repertuaru?

AW: Zawsze podobał nam się styl muzyki brazylijskiej i ogólniej muzyki latynoamerykańskiej. Na pewno jednym z powodów była nasza fascynacja braćmi Assad, to jak oni tę muzykę wykonywali. Zauważyliśmy również, że z takim repertuarem trafiamy do szerszej publiczności. To dla nas taki złoty środek – my czerpiemy mnóstwo satysfakcji i radości z wykonywania muzyki Ameryki Łacińskiej, a publiczności, nawet tej spoza filharmonii, bardzo się to podoba. Dzięki temu udało nam się rozszerzyć swoją działalność koncertową poza festiwale gitarowe. Wykorzystujemy też każdą okazję, żeby o tej muzyce się czegoś dowiedzieć i staramy się nie grać jej „po europejsku”.

Mówiliśmy już o zespole Braci Assad. Jest mnóstwo innych świetnych duetów gitarowych, choćby niesamowity zespół Idy Presti i Alexandra Lagoya. W Wertingen, oprócz muzyki brazylijskiej, zaprezentowaliście również utwory Jean-Philippe Rameau czy Manuela de Falli, które również w swoim repertuarze miał duet Presti & Lagoya. Jak widzicie się muzycznie? Kto był Waszą inspiracją do stworzenia wspólnego projektu?

AW: Cenimy wiele duetów gitarowych. Ze starszej szkoły uwielbiamy grę braci Abreu. Jednak bezpośrednią inspiracją, szczególnie na początku współpracy, byli bracia Assad. Potrafiliśmy uczyć się ze słuchu utworów z ich nagrań na YouTube. Wiele nut nie zostało wydanych, a my byliśmy zdeterminowani, żeby zagrać ten, czy tamten utwór z ich repertuaru. Tym bardziej cieszyliśmy się, że po kilku latach nawiązaliśmy z Sergio i Odairem tak dobre relacje, które zaowocowały kompozycją One Week In Rio i wspólnymi koncertami.

Czy widzicie się jako zespół z pogranicza gatunków, mieszający różne style?

AW: Biorąc pod uwagę naszą edukację, mimo wszystko uważamy się za duet gitar klasycznych. W nasz instrument są wpisane takie nurty jak muzyka o silnych wpływach folkloru andaluzyjskiego, czy rytmy muzyki brazylijskiej. Jednak warsztatowo wywodzimy się z nauki muzyki klasycznej i to, że wplatamy do utworu improwizację, albo pozwolimy sobie na więcej szaleństwa w naszych interpretacjach nie robi z nas jazzmanów.

Jaki repertuar zazwyczaj wykonujecie?

RG: Oprócz wspomnianej wcześniej muzyki kompozytorów latynoamerykańskich cały czas staramy się urozmaicać nasz repertuar. Wywodzimy się z tradycji europejskiej i nie chcemy oczywiście zapominać o dorobku naszych fantastycznych twórców. Nasze koncerty dość często staramy się dzielić na część europejską i latynoską.

Woch & Guzik Duo wyróżnia wspaniała technika i zgranie w połączeniu z fenomenalnym zrozumieniem stylu drugiej osoby, co sprawia że brzmią jak jeden instrument i świetnie odnajdują się w muzyce latynoamerykańskiej.

Sergio Assad

Fryderyk Chopin powiedział kiedyś, że Nie ma nic piękniejszego niż dźwięk gitary, no chyba że dwie gitary! Faktycznie, dwie gitary mają nie tylko większe możliwości dźwiękowe, ale również repertuar na nie przeznaczony jest bardziej wymagający i ciekawy. Czy myśleliście kiedyś o aranżowaniu utworów fortepianowych lub orkiestrowych, które oryginalnie nie były przeznaczone na dwie gitary?

AW: Ostatnio coraz częściej rozmawiamy o takich aranżacjach. Szczególnie interesuje nas repertuar fortepianowy. Bardzo często słucham muzyki z nutami, podziwiając jak wielcy mistrzowie innych instrumentów odczytują zapis nutowy. Staram się też później powtórzyć tą, czy inną frazę, za ich interpretacją, na gitarze. W ten sposób napotkałem na wiele kompozycji, które być może mogłyby pięknie zabrzmieć w duecie gitarowym. Na pewno będziemy chcieli rozwinąć naszą działalność w tym kierunku. Jedynym ograniczeniem są tu 24 godziny, z których składa się doba.

Myślicie nad zamówieniami utworów u kolejnych kompozytorów współczesnych? Jeśli tak, kogo macie na myśli?

AW: Myślimy o współpracy z młodymi polskimi kompozytorami. Gitara cały czas bywa niedoceniana w środowisku muzycznym i jednym z najlepszych sposobów, żeby to zmieniać, jest przekonywanie młodych, zdolnych kompozytorów do naszego instrumentu. Z kompozytorów-gitarzystów bardzo cenimy Dusana Bogdanovica. Jego Sonata Fantasia to jeden z najciekawszych utworów na duet gitarowy.

A co z muzyką polską? Jest jakiś utwór np. Chopina, który jest dla Was atrakcyjny?

RG: Wykonywaliśmy już Chopina podczas naszej ostatniej trasy w Azji, co spotkało się z bardzo dobrym odbiorem. To bardzo wymagająca muzyka i trudna do grania w duecie gitarowym, przede wszystkim ze względu na mniejszy zakres dynamiczny naszego instrumentu oraz mniejszą skalę. Mamy świetnych kompozytorów. Oprócz Chopina należałoby wymienić Tansmana oraz Szymanowskiego – jego Mazurki mamy w planach i nasz kolega-kompozytor już pracuje nad opracowaniami.

Na jakich gitarach gracie?

AW: W tej chwili gram na gitarze francuskiego lutnika Jean-Noel Rohe. To spadkobierca doskonałej francuskiej szkoły lutniczej z Friedrichem na czele, uczeń Dominique’a Field’a. To gitara o dość tradycyjnej budowie, z płytą wierzchnią z litego świerkowego drewna. Mam też dwie inne tradycyjne gitary, których używam – Masaki Sakuraia, którego wygrałem na konkursie w Brnie i Arnoldo Garcię z Granady. Wszystkich trzech gitar używałem na naszych koncertach duetowych i na dzień dzisiejszy Rohe zdaje się najlepiej dopełniać z gitarą Roberta.

RG: Ja od około dwóch lat jestem szczęśliwym posiadaczem gitary zrobionej przez Daryla Perry’ego. To piękny, tradycyjny instrument z płytą z drewna świerkowego, który coraz bardziej mnie zaskakuje i nie chce na razie zamienić go na nic innego.

Jakie macie plany na przyszłość? Gdzie siebie widzicie za 10 lat?

AW: Naszym głównym projektem artystycznym w najbliższym czasie jest nagranie pierwszej płyty duetu. Długo zabieraliśmy się do tego projektu. Nie chcieliśmy nagrać typowej gitarowej płyty w formie recitalu, gdzie będą nagrane najpopularniejsze kompozycje duetowe, znane z wielu innych interpretacji. Chcieliśmy, żeby całemu albumowi przyświecał jeden główny temat, a wybrane kompozycje, chociaż w części, były unikatowe. Ostatecznie na płycie znajdzie się premiera fonograficzna One Week In Rio Sergio Assada, Historia Tanga w niewydanej wersji na dwie gitary i skrzypce (z drugą partią gitary dopisaną przez Sergio). Płytę dopełnią inne kompozycje  latynoamerykańskie z naszego repertuaru, m.in. wspomniane wcześniej 7 AneisPalhaco Gismontiego, czy Bate Coxa Pereiry.

RG: Naszym marzeniem jest to, żebyśmy dalej rozwijali się jako artyści. Zależy nam na jak najczęstszym kontakcie z publicznością. Chciałbym, aby za 10 lat nasz duet był przedstawiany jako aktywni, pełni zapału muzycy, którzy ciągle chcą doskonalić swoje umiejętności, poznawać muzykę i pokazywać ludziom ciekawy i nowy repertuar.

OneWeekInRioCover

Wszystkich zainteresowanych organizacją koncertów zapraszamy do kontaktu.